Dwa mecze i dwa zwycięstwa 3:0 – to dotychczasowy bilans Jastrzębskiego Węgla w rywalizacji I rundy play off z AZS UWM Olsztyn. Jeśli w piątek śląscy siatkarze spisali się bardzo dobrze, to w sobotę zagrali koncertowo. Na szczególne słowa uznania zasłużył najlepszy zawodnik pojedynku, Grzegorz Łomacz.

Młody rozgrywający jastrzębian po raz kolejny poprowadził kolegów do zwycięstwa, w stylu którego z pewnością nie powstydziłby się nawet jego dzisiejszy vis a vis Paweł Zagumny. Kiedy Wojciech Jurkiewicz w ostatniej piłce meczu skończył krótką, Łomacz, który z trudem wystawiał jedną ręką, podskoczył z radości niemal nad siatkę. W ferworze emocji przypadkowo, ale dość solidnie przyłożył Pawłowi Ruskowi w twarz tak mocno, że konieczny był lodowy okład.

– Bohater mnie znokautował – żartował jastrzębski libero. – Ale dziś kiedy dostał pierwszą nagrodę MVP jestem skłonny mu wybaczyć. Zagrał koncertowo, gubił blok Olsztyna i poprowadził nas do zwycięstwa – dodał.

– Grzesiek wniósł do zespołu dużo świeżości, sporo nowych zagrań, a do tego gra na zupełnym luzie – wyliczał boiskowe atuty swojego kolegi Patryk Czarnowski.

Komplementów nie szczędzili również rywale. – Byliśmy przygotowani na to, że Jastrzębie może zagrać z Łomaczem w wyjściowej szóstce, ale szczerze mówiąc, nie trafiliśmy z tym jak będzie rozgrywał. Mieliśmy materiały z kilku meczów i z nich wynikało, że powinien zagrać troszeczkę inaczej. Jeżeli to wyłącznie jego koncepcja, to chwała mu, bo rozprowadził nas po siatce w obydwu meczach – ocenił Tomasz Kowalczyk.

Główny sprawca zamieszania podkreślał z kolei, że mecz wygrywa lub przegrywa zespół, a on sam jest wyłącznie jego częścią. – Nie byłoby sukcesu, gdyby nie dobra gra każdego z nas.

Podobnie jak w inauguracyjnym pojedynku, najwięcej siatkarskich wrażeń dostarczył set otwarcia. W ciągu dziesięciu pierwszych minut obydwie ekipy zaserwowały widzom trzy długie, niezwykle widowiskowe wymiany oraz emocje, których próżno było szukać w kolejnych odsłonach. Kiedy Paweł Siezieniewski skończył kontrę dający wynik 9:8, wydawało się, że olsztynianie złapali dobry rytm i poprowadzą z rywalami twardą walkę.

Gospodarze bardzo szybko rozwiali jednak wszelkie nadzieje na dobre widowisko. Benjamin Hardy pocelował najpierw Kunnariego, a potem Siezieniewskiego i na drugim czasie technicznym było już 16:9. Fiński przyjmujący, który już w piątek nie był zbyt pewnym punktem gości z Warmii, w sobotę zagrał fatalnie – nie przyjmował, nie bronił i nie kończył ataków. Zdesperowany trener Mariusz Sordyl sięgnął więc w końcówce seta po Michała Chaberka. Ten już na wstępie dostał dwie ‚czapy’, a do tego jeszcze zaserwował w aut.

– Może nie było widać w nas boiskowej agresji, ale za to byliśmy bardzo skoncentrowani. Po wczorajszej porażce każdy z nas w spokoju przemyślał ten pierwszy pojedynek i w kolejnym cóż….część chłopaków się zebrała, a część nie – komentował przebieg gry Kowalczyk. On sam, podobnie jak jego kolega ze środka Wojciech Grzyb, na tle pozostałych zagrał nieźle. Pierwszy zdobył 5 punktów z krótkiej, a drugi 6.

W kolejnej odsłonie na boisko wrócił Kunnari i tak samo, jak wcześniej, znów stał się celem ostrzału rywali. Tym razem jednak trener Sordyl wytrzymał znacznie krócej i już w pierwszej fazie seta posłał za niego do boju Chaberka. Ten szybko pomścił fińskiego kompana i przy stanie 14:10 zapunktował zagrywką. Cóż z tego, kiedy kolejne serwy przeciwnicy przyjmowali w punkt i błyskawicznie wyprowadzali akcje. Do tego ciągle wywierali presję własnym serwisem, który jak na złość olsztynianom, był niezwykle precyzyjny.

– Krótko mówiąc zdemolowali nas zagrywką – skwitował Wojciech Grzyb. – Mieliśmy ogromne problemy z przyjęciem i Paweł Zagumny nie mógł zagrać tego, co potrafi – dorzucił  Kowalczyk.

Trzecia odsłona również toczyła się pod dyktando miejscowych, choć goście dwukrotnie zdołali zniwelować dystans punktowy (6:6, 18:16). Całkiem odważnie poczynał sobie Michał Chaberek, przełamując raz po raz blok rywali. Wreszcie skuteczny był też Paweł Siezieniewski, najczęściej punktujący gracz AZSu (14 oczek). Na nic jednak się zdały pojedyncze zrywy olsztynian, bo przy niemal bezbłędnie grających dziś rywalach, byli po prostu bez szans.

– Jeśli była szansa na pokonanie górniczej drużyny, to na pewno nie w sobotę. W piątek, w pierwszym secie było bardzo blisko. Niestety, podaliśmy im rękę popełniając błędy, które oni bezwzględnie wykorzystali – podsumował Tomasz Kowalczyk.

Jastrzębski Węgiel dwukrotnie pokonał AZS UWM Olsztyn 3:0 i w rywalizacji do trzech zwycięstw prowadzi 2:0.

– Najważniejsze że przełamaliśmy wreszcie złą passę występów na lodowisku Jastor – słusznie zauważył Paweł Rusek. – W historii naszych meczów na tym obiekcie były dotąd same złe. Teraz zagraliśmy dwa bardzo dobre i to z gatunku tych arcyważnych.

Źródło: www.plusliga.pl