Tak blisko europejskiego trofeum w siatkówce, jak Jastrzębski Węgiel, nie była od dawna żadna polska drużyna. Siatkarzom Roberta Santillego puchar Challenge wyszarpał z rąk reprezentant Polski Piotr Gruszka i jego kompani z Arkasu Izmir.

Finał siatkarskiego pucharu pocieszenia Challenge Cup w Izmirze był ostatnią szansą dla polskich drużyn na odniesienie spektakularnego sukcesu w Europie. Przeżywająca w kraju fantastyczną passę dyscyplina potrzebowała stempla jakości w postaci znaczącego triumfu na kontynencie.

Jastrzębski Węgiel po porażce z Olympiakosem Pireus w Pucharze CEV trafił do najmniej prestiżowych europejskich rozgrywek. Kiedy w półfinale sensacyjnie uporał się z utytułowanym włoskim Sisleyem Treviso, to właśnie śląski zespół był na najlepszej drodze, by po 31 latach przerwy od jedynego złotego medalu Płomienia Milowice w Pucharze Mistrzów Krajowych, znów przywieźć puchar nad Wisłę. Wszyscy rywale, którzy znaleźli się w turnieju Final Four, byli w zasięgu możliwości naszej drużyny. W sobotnim półfinale izmirskiej imprezy jastrzębianie nie bez problemów pokonali solidny zespół mistrza Rumunii Tomis Konstanca, będący teamem doświadczonych graczy z Brazylii, Argentyny, Litwy, Kanady.
Było jasne, że niedzielny finał będzie zdecydowanie trudniejszą przeprawą. Co dziwne, to gospodarze, którzy mieli wsparcie czterotysięcznej, fanatycznej publiki, od początku spotkania sprawiali jednak wrażenie przytłoczonych ciężarem odpowiedzialności. Polski zespół w imponującym stylu wygrał pierwszego seta. W drugim jednak dał o sobie znać kompletnie wyłączony wcześniej przez jastrzębian z gry Piotr Gruszka. Jego dwa bloki pozwoliły powstrzymać kapitana JW Roberta Prygla i wrócić wiarę Turkom w końcowy sukces. Jak wielką wojną nerwów był dla graczy Arkasu finał, pokazała jego trzecia partia, w której włoski sędzia dość brutalnie schłodził dwiema żółtymi kartkami ich rozpalone od emocji głowy. Jastrzębianie wykorzystali nadpobudliwość i krewkość przeciwnika i objęli prowadzenie w meczu. I zamiast – po skutecznym pościgu w następnym secie – dobić krwawiącego rywala, pozwolili mu się odradzać i na nowo rozkręcić.

O tym, że w Turkach drzemie spory potencjał, wiadomo było od miesięcy. Zespół zmiatał w swojej lidze kolejnych rywali, a w zeszłym tygodniu zdobył krajowy puchar. Niestety, w kluczowym momencie finału zachował iście skandynawski spokój i to jego siatkarze mogli poderwać w geście triumfu europejskie trofeum. A Jastrzębie? W bodaj najważniejszym dla siebie meczu sezonu (trudno bowiem przypuszczać, by w ewentualnym półfinale mistrzostw Polski poradzili sobie ze Skrą Bełchatów) zawiódł Francuz Guillaume Samica (świadectwem jego słabszej gry były dwa bloki na nim w tie-breaku przy stanie 10:11 dla gospodarzy). Od dawna też w podstawowym składzie JW próżno też szukać rozgrywającego reprezentacji Holandii Nico Freriksa, którego skutecznie po meczu w Treviso wygryzł ze składu Grzegorz Łomacz. 22-latek rozwija się kapitalnie, jednak w decydującym secie finału zamiast posłać ważne piłki do diabelnie skutecznego Prygla, za bardzo zaufał Samicy.

Sam Holender otwarcie przyznaje, że jest daleki od tego, co prezentował w belgijskim Knacku Randstad Roeselare. Nieco lepiej rzecz ma się Benjaminem Hardym, który wraz z nim przewędrował do Jastrzębia z Belgii. Australijczyk po kiepskiej rundzie zasadniczej obudził się dopiero w ligowym play-off. W izmirskim finale też nie zawiódł, ale podobnie jak pozostali zawodnicy JW nie zapisze w kolekcji żadnego europejskiego trofeum. Awans do finału europejskich pucharów był jednym z celów JW na ten sezon i choć został on zrealizowany, o satysfakcji nie może być mowy.

Finał
Arkas Spor Izmir – Jastrzębski Węgiel 3:2 (18:25, 25:21, 18:25, 26:24, 15:12)
Jastrzębski Węgiel: Łomacz, Prygiel, Jurkiewicz, Nowik, Samica, Hardy, Rusek (libero) oraz Yudin, Rafa, Pęcherz

Półfinały
Jastrzębski Węgiel – Tomis Konstanca 3:1 (25:23, 35:33, 19:25, 25:21)
Arkas Spor Izmir – E.A. Patras 3:0 (25:22, 25:14, 25:19)

O 3. miejsce
Tomis Konstanca – E.A. Patras 3:0 (25:13, 27:25)

Źródło: www.sport.pl