Tylko dwa sety zdołali ugrać siatkarze Jastrzębskiego Węgla w półfinałowej rywalizacji ze Skrą Bełchatów. W piątek przegrali na własnym boisku 1:3 (17:25, 25:23, 16:25, 23:25) i pożegnali się z marzeniami o złocie. Skra w trzech meczach zapewniła sobie finał i może już spokojnie oczekiwać na wynik konfrontacji ZAKSY z Resovią.

Pierwsze dwa pojedynki ze Skrą Bełchatów śląscy siatkarze przegrali głównie fatalnym przyjęciem. W trzecim i ostatnim meczu półfinałowym statystycznie wypadli znacznie lepiej w tym elemencie, ale nie na tyle, żeby postawić się rywalom.

Początek spotkania znamionował dobre, pełne zaciętej walki i długich wymian widowisko. Gospodarze ostro ruszyli do natarcia, bombardując zagrywką Murka i Antigę. Bełchatowianie szybko jednak odpowiedzieli tą samą bronią, celując głównie śląskiego libero, który podobnie jak tydzień temu, był cieniem samego siebie. – Wiedzieliśmy, że Paweł Rusek ma problemy z przyjmowaniem ‚flota’ i zagrywaliśmy głównie na niego – mówił po spotkaniu Mariusz Wlazły. Kapitan przyjezdnych, jak zwykle nie wstrzymywał ręki i w pierwszym secie zaliczył dwa asy serwisowe, dające jego drużynie prowadzenie 10:17. Takiej przewagi goście nie mogli zmarnować i choć w końcówce popełnili kilka własnych błędów, pewnie wygrali do 17.

Roberto Santilli robił co mógł, by zmobilizować swoich podopiecznych – rotował składem, wzywał ich na rozmowy – bez efektu. – Rywale czytali nas bardzo dobrze, skutecznie grali trójblokiem, a że mają bardzo dobrze zorganizowaną grę obronną, kontrowali – skomentował Sebastian Pęcherz.

W drugiej partii było znacznie lepiej. Miejscowi dorównali poziomem gościom z Bełchatowa i zgromadzona niemal w komplecie publiczność obejrzała kawałek ciekawej siatkówki. Przez cały set drużyny grały praktycznie punk za punkt, wymieniając ciosy i popisując się efektownymi obronami. Gospodarze zaliczyli dodatkowo dwa spektakularne bloki na Mariuszu Wlazłym (19:19, 20:19). Tym razem to Daniel Castellani próbował ratować się zmianami, wprowadzając na przyjęcie Michała Bąkiewicza. Jastrzębianie nie dali się jednak wybić z rytmu i wyrównali bilans setów.

Dobrze rozpoczęli również kolejna partię, bo od prowadzenia 2:1. Tyle tylko, że chwilę później wrócili do starych, powtarzanych przez cały sezon grzechów i zaczęli mylić się w ataku. Do tego ponownie problemy z przyjęciem miał Paweł Rusek, nękany przez Marcina Możdżonak szybująca zagrywką. Środkowy bełchatowian skutecznie przećwiczył jastrzębskiego libero, a jego drużyna zdobyła pięć oczek pod rząd, wychodząc na prowadzenie 6:13. To kompletnie podcięło skrzydła gospodarzom, którzy już do końca seta nie zdołali się podnieść. Nie było w śląskim zespole ani jednego zawodnika, który poderwałby resztę do walki i nawet żywiołowa zazwyczaj publiczność zupełnie zamilkła, nie pomagając swoim pupilom.

Dopiero w czwartym secie, gdy przy stanie 7:10 w polu serwisowym stanął Adam Nowik i zagrał asa, w serca jastrzębian wróciła nadzieja, że jeszcze można odwrócić losy pojedynku. Świetnie grającemu Nowikowi próbowali wtórować Samica i Pęcherz, ale co rusz ich zapędy studził bełchatowski blok. Mimo to zdołali odrobić straty i wyrównać na 23:23, dając sobie jeszcze jedną szansą, przynajmniej na tie break. Zmarnował ją serwisem w siatkę Robert Prygiel, a po przeciwnej stronie boiska Miguelowi Falasce nie zadrżała ręka i asem serwisowym rozstrzygnął losy pojedynku oraz całej rywalizacji.

– Skra zagrywała bardzo dobrze. My starliśmy się dogrywać na drugi metr, żeby Grzegorz Łomacz mógł rozgrywać szybkie piłki. Po części nam się udawało, ale w większości przypadków nie i musieliśmy grać wysokimi piłkami. Liczyliśmy na coś więcej, ale życie sprowadziło nas na ziemię. Gramy o brązowy medal i zrobimy wszystko, żeby go zdobyć – podsumował Sebastian Pęcherz.

– W dwóch setach nie pozwoliliśmy rywalom dojść do głosu. W drugiej i czwartej partii natomiast byliśmy za bardzo rozluźnieni, a nasza dezorientacja pozwoliła rozegrać się przeciwnikom. W końcówce dopisało nam szczęście – ocenił kapitan bełchatowian Mariusz Wlazły

Źródło: www.plusliga.pl