Dokładnie sto minut trwał ostatni pojedynek sezonu 2008/2009, w którym Jastrzębski Węgiel pokonał ZAK S.A. Kędzierzyn Koźle 3:1(25:20, 14:25, 25:22, 25:16) i zdobył czwarty w historii klubu brązowy medal mistrzostw Polski. Rywalizacja play off zakończyła się takim samym stosunkiem meczów.

W spotkaniu zamykającym rywalizację ligową ZAKSA i Jastrzębski Węgiel zafundowały kibicom sporą dawkę emocji. Było wszystko, czego nie powinno zabraknąć w walce o medale – długie wymiany, zwroty akcji i emocje do ostatniej piłki. Były też, po ostatnim gwizdku sędziego, radość i lejący się strumieniami szampan w obozie gospodarzy oraz smutek i zaduma w szeregach przegranych.

Najszczęśliwszy wśród zwycięzców był młody Igor Yudin, który zakończył sezon w zupełnie innym nastroju, niż go rozpoczynał. W play offach z Kędzierzynem dwukrotnie otrzymał nagrodę MVP, ale przede wszystkim opuścił wreszcie kwadrat dla rezerwowych i udowodnił, że jest pełnowartościowym graczem.

– To zasługa naszego trenera, który przesunął mnie na atak i dał szansę gry. Długo czekałem na tę szanse, ale było warto – cieszył się Australijczyk prezentując pierwszy w swojej karierze polski medal. – Dobrze jest wygrać w domu, przed własną publicznością i przed tak fantastycznymi kibicami, jak nasi. Dobrze też skończyć sezon zwycięstwem, z medalem na szyi. Szkoda, że to tylko brąz, ale widocznie na dziś tyle mogliśmy osiągnąć – dodał podsumowując zakończone właśnie rozgrywki.

W skrajnie odmiennym nastroju był środkowy ZAKSY Wojciech Kaźmierczak. Z trudem cedząc słowa skwitował tylko: – Nie możemy słabo zaczynać meczu, bo jeśli zaczynamy źle to i źle kończymy. Tak było w całym sezonie i tak też stało się dzisiaj.

Oceniając sobotni pojedynek, zwrócił uwagę na dwie główne przyczyny porażki – głupio tracone punkty w środkowej fazie setów oraz niezbyt trafne decyzje ‚panów w białych mundurkach’. – Nie możemy oczywiście zrzucać winy za przegraną na sędziów, ale mówiąc oględnie, nie popisali się i trochę podcięli nam skrzydła.

Kędzierzynianie, chcąc zatrzeć złe wrażenie po piątkowym meczu, w sobotę zaczęli niezwykle energicznie i do pierwszej przerwy technicznej toczyli walkę punkt za punkt. Później jednak, grający z dużym spokojem gospodarze zmusili ich do popełniania błędów. Sami zaś mylili się bardzo rzadko i dlatego pewnie wygrali do 20.

Drugi set, podobnie jak w piątek, rozpoczął się prowadzeniem gości 0:3. Tym razem jednak siatkarze Krzysztofa Stelmacha nie ugięli się pod presją naciskających ich jastrzębian i ani na chwilę nie oddali im prowadzenia. Do tego zasadzili się w bloku na Guillaume Samikę, który po dwóch nieskutecznych atakach wylądował na ławce rezerwowych. Przy stanie 8:15 dla Kędzierzyna, Wojtek Jurkiewicz tak nieszczęśliwie uderzył w oko Grzegorza Łomacza, że ten musiał opuścić boisko. W tym momencie gra jastrzębian całkiem się posypała i praktycznie bez walki, oddali partię do 14.

– Po pierwszej wygranej odsłonie za bardzo się rozprężyliśmy i skutkiem tego było lanie w następnej. Po jej zakończeniu ze strony trenera Santillego padły krótkie słowa: musimy wrócić do gry z pierwszego seta. Tak też się stało – relacjonował Igor Yudin przyznając, że pojedynek był niezwykle wyczerpujący mentalnie. – Bardzo chcieliśmy wygrać i zakończyć rywalizację już w sobotę. Momentami może nawet za bardzo.

Jastrzębianie karnie podporządkowali się jednak prośbie trenera i w kolejnych dwóch setach, już z Łomaczem i Samiką, dokończyli rozpoczętego w pierwszym secie dzieła. Choć ambicji i woli walki nie brakowało również siatkarzom z Kędzierzyna, nie zdołali powstrzymać rywali i przedłużyć swoich szans na walkę o brąz.

– Wczoraj przegraliśmy gładko i dziś chcieliśmy pokazać charakter. Walczyliśmy z całych sił, pokazaliśmy kawałek dobrej siatkówki. Nie udało się. Będziemy pracować jeszcze więcej i w kolejnym sezonie powetujemy sobie straty – komentował Wojciech Kaźmierczak. – Udało się powalczyć, ale zespół z Jastrzębia był bardziej opanowany i w końcówkach wykazał więcej doświadczenia – dorzucił Robert Szczerbaniuk.

– Cieszymy ze zwycięstwa, które jest w zasadzie odzwierciedleniem naszych możliwości. ZAKSA może mieć lekki niedosyt, bo w rundzie zasadniczej grali chyba najładniejszą siatkówkę, a obeszli się smakiem – powiedział z kolei Robert Prygiel.

– Cały zespół wykonał w tym sezonie bardzo dobrą robotę. Mamy dużą satysfakcje z brązowego medalu. Nie możemy również zapomnieć o drugim miejscu w Final Four Pucharu Challenge, bo był to pierwszy taki finał w historii zespołu – stwierdził Roberto Santilli dziękując swoim zawodnikom za ciężką pracę, a działaczom i kibicom za wsparcie i wiarę.

Źródło: www.plusliga.pl