W polskich górach zdobyli wszystko, co było możliwe. Tatry nie były już dla nich żadną tajemnicą. W ubiegłym roku po słowackiej stronie stanęli na szczycie Gerlachu i postanowili ruszyć na podbój Europy. Rafał Folwarczny wraz ze swoim szwagrem Julianem Jasińskim, bo o nich mowa, w czerwcu tego roku zdobyli Mont Blanc.

Dach Europy, Biała Góra, czy Biała Dama, bo takie nazwy posiada także ten najwyższy szczyt Europy kusi swoją nieosiągalnością i śnieżną urodą. Wejście na nią jest swoistym testem fizycznych i psychicznych możliwości

Decyzja o wyprawie zapadła szybko. W ciągu pary miesięcy pozyskali sponsorów, zgodę najbliższej rodziny i mogli wyruszyć. Zakupiony za parę tysięcy sprzęt testowali w jurze krakowsko-częstochowskiej. Jak alpiniści sami podkreślali, są typowymi piechurami i wspinaczkę musieli dopiero opanować. Kiedy stwierdzili, że są gotowi, ruszyli na podbój Alp. Szczęście ze spełniania marzenia odczuwali już na samym początku wyprawy. Widzieli, że rozpoczyna się dla nich kilkudniowa przygoda. Nie wiedzieli jednak, że czekają ich także odmrożenia, skręcenie nogi i przeszywający mróz.
 

Krok po kroku…
Do Chamonix wyjechali z Jastrzębia po południu, tak żeby na miejscu być rankiem. Pierwszy dzień zostawili na aklimatyzację w nowym miejscu. Następnego ranka wyruszyli na przygodę swojego życia. – Z Les Ganges wyruszyliśmy po 5.00 rano. Szybka kawa i wymarsz w stronę czerwonego szlaku. Po paru godzinach doszliśmy do baraku Forestierów, który znajduje się na wysokości 1600 m n.p.m. Tam spotkaliśmy pięciosobową grupę Polaków. Wieczorem doszliśmy do kolejnego baraku Forestierów na wysokości 2695 m n.p.m – wylicza Rafał Folwarczny.

Więcej o wyprawie można przeczytać w najnowszym numerze miesięcznika ‚Jastrząb’.