Jastrzębski Węgiel na inaugurację PlusLigi pokonał w dobrym stylu Neckermann AZS Politechnikę Warszawską 3:0 (25:19, 25:23, 25:21). MVP pojedynku został wybrany Benjamin Hardy. Bardzo dobre zawody zagrali też Igor Yudin i Paweł Abramow.

– To był pierwszy mecz w sezonie i nie ukrywam, że presja przed nim była spora. Dlatego satysfakcja z wygranej jest wielka – cieszył się najlepszy zawodnik spotkania w Jastrzębiu, zdobywca 15 oczek (w tym 3 asy serwisowe) Benjamin Hardy.

Młoda, obiecująca ekipa z Warszawy nie ugięła kolan przed doświadczonymi i bardziej utytułowanymi rywalami, ale na to, by powalczyć o lepszy wynik zabrakło sportowych argumentów. – Pierwsze dwa sety były całkowicie pod dyktando gospodarzy – przyznał trener Politechniki Radosław Panas. – Mieli bardzo dużą siłę ognia, szczególnie na skrzydłach. Nawet te piłki, które nie były dograne do siatki, Yudin, Abramow czy Hardy kończyli.

Obok MVP spotkania, bardzo mógł się podobać również Igor Yudin. Jego dynamiczne ataki, piekielnie mocne zagrywki i widowiskowe obrony robiły wrażenie. Paweł Abramow z kolei wykonał dokładnie to, co w scenariuszu na nadchodzący sezon przewidział dla niego trener Santilli – kończył najważniejsze piłki, był w pogotowiu wtedy, gdy jego kolegom szło gorzej.

Najsilniejszą bronią Jastrzębskiego Węgla w meczu przeciwko Politechnice Warszawskiej była bez wątpienia zagrywka – różnorodna i niezwykle uciążliwa. – Tym nas zaskoczyli, mocno odrzucili nas od siatki – złościł się kapitan przyjezdnych Radosław Rybak. On sam dwoił się i troił na boisku i długimi momentami był jedynym motorem napędowym swojej drużyny (12 punktów).

Jastrzębianie dla odmiany zagrali zespołowo. Ale i oni mieli momenty zawahania w ataku, słabszego przyjęcia czy seryjnie psutych zagrywek. Szczególnie gorąco było dwa razy. Najpierw w końcówce drugiego seta, gdy z pewnego prowadzenia 22:17 zrobiło się 24:23 (po świetnej serii ataków Rybaka i bloku na praktycznie nieomylnym wcześniej Yudinie). Potem w trzecim secie, kiedy z wyniku 13:12 rywale odskoczyli na 13:17 (po trzech asach serwisowych Bartłomieja Neroja). W obydwu przypadkach jastrzębianie wytrzymali napór i szybko sami przystąpili do natarcia. W secie zamykającym mecz odpowiedzieli przeciwnikom dokładnie taką samą bronią, jaką oni zaatakowali – świetnym serwisami (w wykonaniu Igora Yudina). Szybko doprowadzili do remisu (17:17) i skutecznie wybili gościom z głowy myśli o przedłużeniu meczu.

– Nie mogliśmy złapać rytmu w polu serwisowym. Nie popełnialiśmy błędów, ale zagrywka nie była zbyt mocna i Jastrzębie grało na pojedynczym bloku. Choć w trzecim secie role się odwróciły i to my zaczęliśmy grać dobrze zagrywką, to gospodarze w końcówce seta zdobyli te najważniejsze punkty – podsumował Radosław Panas.

– Zagraliśmy bardzo dobrze, wykonywaliśmy założenia taktyczne. Zaryzykowaliśmy zagrywką i to się opłaciło, bo rywale nie mogli grać tak szybko, jak potrafią. Dobrze graliśmy też w kontrataku – ocenił z kolei kapitan jastrzębian Grzegorz Łomacz. – Cieszy mnie sposób, w jaki poradziliśmy sobie z trudnymi sytuacjami na boisku. W drugiej połowie drugiego seta, gdy rywale zaczęli bardzo mocno zagrywać, nie poddaliśmy się i utrzymaliśmy dobre nastawienie – dorzucił trener Roberto Santilli.

Spotkanie w Jastrzębiu, zgodnie z obietnicą oglądał selekcjoner kadry narodowej Daniel Castellani. – To był najlepszy mecz spośród tych, które widziałem do tej pory – powiedział, nie kryjąc słów uznania w kierunku swojego reprezentacyjnego podopiecznego Grzegorza Łomacza. – Grał szybko, pewnie i często gubił blok. Bardzo mnie to cieszy, bo przecież niedługo czeka nas wyjazd na Puchar Wielkich Mistrzów – dodał zaznaczając, że walka o wolne miejsca jest wciąż otwarta.

Źródło: www.pls.pl