10 lutego mija 70. rocznica największego wywozu Polaków na Syberię. Przez ponad dwa miesiące w wagonach, niczym zwierzęta, radziecki okupant wywoził Polaków w zimną i bezkresną Syberię. Tam zostawieni sami sobie musieli walczyć o przetrwanie, niejednokrotnie zdając się na łaskę tamtejszych mieszkańców.

Jak dobrze, że dziś możemy jeszcze spotkać świadków tamtych wydarzeń, takich jak Ryszard Czernecki, którzy z aptekarską dokładnością potrafią odtworzyć każdą minutę tamtych sześciu lat spędzonych na Syberii

Jest taka piosenka ’10 luty, będziemy pamiętali, jak nas sowieci na Sybir zesłali’. Tymi słowami Ryszard Czernecki, prezes Koła Związku Sybiraków w Jastrzębiu Zdroju zaczyna swoją opowieść.

Każdy z nas Sybiraków ma inną wersję tych wydarzeń. Jedni bardzo negatywną, a inni spokojną. Wszystko zależy od tego na jakich żołnierzy się trafiło – wyjaśnia pan Ryszard. Do miejscowości Drogienicze, gdzie mieszkał pan Czernecki z dziadkami wkroczyli żołnierze nieżyczliwi i rygorystyczni. Do domu Czerneckich ‚zawitał’ jeden Ukrainiec, jeden Żyd i dwóch Rosjan. Jeden z radzieckich żołnierzy mówił co wziąć i półsłówkami dawał znać, gdzie Polaków wywożą. Dziadek, chciał schować dziewięcioletniego wówczas Rysia, ale zauważył to jeden z żołnierzy. Podszedł do seniora i powiedział mu, żeby nie robił córce krzywdy i nie zabierał jej syna, bo jeśli przeżyją tam gdzie jadą, to być może powrócą do Polski, a  jeśli nie to przynajmniej zostaną razem. A przecież została już bez męża, którego zabrali radzieccy żołnierze. Historię o ratowaniu przez dziadka pan Czernecki dowiedział się od babci już po powrocie od Ojczyzny.
Na spakowanie mieli pół godziny

 – Wzięliśmy ciepłą odzież, jedzenie na dwa tygodnie, tak jak kazali i pierzynę od babci. Na szczęście ją wzięliśmy bo mróz w wagonach sięgał – 40 stopni – dodaje. Po półgodzinnym pakowaniu, saniami przewieziono ich na dworzec. Tam już czekał pociąg. Jedzenia mieli na dwa tygodnie, podróż trwała niespełna dwa miesiące
W wagonach panował niesamowity ścisk, byli starcy, chorzy, małe dzieci. Polacy, Ukraińcy, rodziny żydowskie. Na środku wagonu mały żelazny piecyk, gdzieś z boku dziura w podłodze do załatwiania potrzeb fizjologicznych obtoczona kocami. Co parę dni gorąca woda i trochę chleba. W takich warunkach ciężarne kobiety rodziły dzieci, ludzie umierali z wycieńczenia. 3 kwietnia dojechali do celu. Oczom ‚zesłańcom Sybiru’ ukazał się inny świat.

Więcej będzie można przeczytać w najnowszym numerze gazety ‚Jastrząb’.