Strajk jastrzębskich górników w sierpniu 1980 r. totalnie zaskoczył wszystkich: władzę ludową, robotników z Wybrzeża i… samych mieszkańców młodego socjalistycznego miasta.

Władze PRL nie miały powodu, by podejrzewać górników o próbę zorganizowania strajku. Przez ostatnie 10 lat ekipa Gierka wyraźnie faworyzowała Górny Śląsk i Zagłębie Dąbrowskie. Pogłębiająca się recesja schyłku lat 70. nie była tu tak odczuwalna jak w innych regionach. Ludzie mieli pracę i nowe mieszkania, zaopatrzenie w sklepach było stosunkowo dobre. Tak przynajmniej wydawało się komunistom. Lipcowe i sierpniowe meldunki SB kończyły się z reguły utartą formułą: ‚Wydobycie przebiega bez zakłóceń’.

Pierwsze symptomy
Ówczesna bezpieka nie była jeszcze tak wyczulona na rozmowy i dyskusje na przystankach, w autobusach i w miejscach pracy. Owszem, notowano niezadowolenie jastrzębian z powodu coraz gorszej aprowizacji oraz skargi górników na swoich przełożonych. Przykładowo wzburzenie robotników KWK ‚Manifest Lipcowy’ wywołała niezrozumiała dla nich zmiana w kursowaniu kopalnianych autobusów. Godzina przewozów została przesunięta z 14.15-14.35 na 15.30-15.55. W efekcie górnicy musieli czekać godzinę dłużej na powrót do swoich domów. Rozgoryczenie było tym większe, że pracownicy odczuwali zmęczenie i głód, a pobyt na zaczadzonym przystanku tylko je potęgował. Co bardziej sfrustrowani coraz głośniej komentowali sytuację, aż w końcu rozgoryczenie udzieliło się całemu tłumowi. 10 lipca około godz. 15. górnicy wybili szyby w dziale transportu, a ‚delegaci’ wybrali się do dyrektora, który jednak nie wpuścił nikogo do gabinetu. Sprawa w końcu ucichła, ale pokazała, że górnicy potrafią pogrozić palcem. Co więcej nieprzemyślane przesunięcie godzin odjazdów stworzyło górnikom niepożądaną dla władzy okazję do dyskusji w dużych grupach. Nieprzypadkowo stało się to właśnie na ‚Manifeście’. Kopalnią zarządzał Władysław Duda, na którego ‚poczynania’ masowo skarżyli się górnicy. Trzy wille zbudowane rękami robotników – dodajmy, że w ramach współczesnej odmiany pańszczyzny – a także malwersacje finansowe, sprawiły, że Dudą zainteresowała się sama bezpieka, która na kilka dni przed wybuchem strajku wszczęła wobec niego rozpracowanie operacyjne o kryptonimie ‚Melamina’. Stało się to jednak w czasie, gdy górnicy jastrzębskich kopalń byli podekscytowani informacjami z Wybrzeża.

Więcej można przeczytać w najnowszym numerze gazety ‚Jastrząb’.