W niezwykle zajmujący sposób opowiadał o swych przeżyciach wojennych i zesłaniu na Syberię. Urodził się w Lebiadach koło Wołkowysk, w patriotycznej rodzinie chłopskiej. Członkiem AK mógł stać się dopiero po ukończeniu 15 lat – został zwiadowcą i łącznikiem oddziału „Reduta”. Po zajęciu tych ziem przez Rosjan zaczęły się aresztowania i zsyłki na Syberię. On sam został zadenuncjowany i w 1951 roku aresztowany przez NKWD. Mimo straszliwego bicia 22-latek nie wydał nikogo.

„Za działalność w terrorystycznej organizacji Armia Krajowa” został skazany na 25 lat łagru i konfiskatę mienia. Zesłano go do kopalni węgla w Workucie. Daleko za kręgiem polarnym musiał zmierzyć się z morderczą pracą i koszmarnym mrozem dochodzącym do minus 50°C. W 1953 roku wziął udział w buncie więźniów, za co skazano go na trzymiesięczny obóz karny. W 1956 roku zaczęto zwalniać tych, którym udało się dożyć „odwilży” po śmierci Stalina. W 1957 roku pan Pryzwan przyjechał do Rudy Śląskiej i podjął pracę górnika. Odmawiał wstąpienia do PZPR, co przekreśliło nadzieję na lepsze warunki pracy i skazywało go na wiele niedogodności.

W latach 70-tych przyjechał do Jastrzębia-Zdroju i zaczął pracować na kopalni „Manifest Lipcowy”. Tu też doczekał się emerytury. Mimo konieczności opieki nad ciężko chorą żoną, AK-owiec stara się brać udział w uroczystościach patriotycznych, a także przekazywać młodzieży swoje wspomnienia.

Pan Aureliusz jest członkiem Światowego Związku Żołnierzy AK i „Stowarzyszenia Łagierników” Żołnierzy AK. W 2007 r. uzyskał prawo do tytułu Weterana Walk o Wolność i Niepodległość Ojczyzny w uznaniu tego, że „z honorem pełnił żołnierską powinność”. Miał okazję zobaczyć swój stary dom w Lebiadach na Białorusi i wspomnieć lata wojny – wtedy pod podłogą i w ogrodzie były bunkry dla żołnierzy AK. W czasie tej wizyty był serdecznie przyjmowany przez tamtejszych mieszkańców. Stale pamiętano, że w czasie śledztwa nie podał nazwisk sąsiadów zaangażowanych w działalność konspiracyjną. Niestety, jak wspominał ze smutkiem pan Pryzwan, wielu Polaków dobrowolnie donosiło na AK-owców w zamian za różnego rodzaju profity i stanowiska.

Spotkanie to było z pewnością niecodzienną lekcją historii, a młodzież słuchała opowieści weterana z zapartym tchem. A tak podsumował je Bartosz Wojsa, uczeń klasy dziennikarskiej i jeden z uczestników wykładu:

Uderzyło nas to, że mimo straszliwych przeżyć ten żołnierz pozostał miłym, skromnym i pogodnym człowiekiem. Nie złamały go śledztwa, łagry, ani system sowiecki. Wierząc w słuszność swych wyborów, pozostał dobrym człowiekiem w „czasach zła”.

Inf. nad. ZS Nr 2