Jastrzębianka ze wzruszeniem przywoływała obrazy z przeszłości.

– Mróz, pasiaki, bicie więźniów kolbami po głowach. Twarze młodych ludzi – mówiono, że to powstańcy z Warszawy. Kobiety w ciąży. Przed przyjściem jednej z grup, ktoś przynosi wiadomość, że można przygotować kawę zbożową. W domu nie ma tylu filiżanek, wszyscy rzucają się do wydrążania buraków. Więźniowie wypijają kawę i łapczywie zjadają buraki. Dzieci rzucają przez płot ugotowane ziemniaki. Nieliczni esesmani przymykają na to oczy, ale większość nie pozwala – wspomina Helena Królik.

Przyjeżdżają jacyś „obcy” do grzebania zmarłych. Pani Helena idzie zobaczyć ofiary, są bardzo zakrwawione. Jak wspomina, nigdy nie zapomni widoku pięknej, młodej dziewczyny pochowanej w zbiorowej mogile.

Wieczorem przychodzi kuzyn ojca, Erwin Mołdrzyk. Potrzebuje dwóch sukienek – w stodole pod słomą ukryły się więźniarki. Pasiaki trzeba spalić jak najszybciej, żeby nie znalazły ich psy – dodaje pani Helena

Sima i Malka Dafner przeżyją dzięki Gertrudzie i Erwinowi Mołdrzykom. Po latach pani Gertruda w Jerozolimie odbierze dla siebie i nieżyjącego już męża medal z napisem: „Kto ratuje jedno życie, ratuje cały świat.”

Oby nigdy nie było wojny – mówi pani Helena.

1 września życie rodziny dość zamożnych rolników zmienia się całkowicie. Siedmioletnia dziewczynka nie rozpoczyna nauki w polskiej szkole. Widzi polskich żołnierzy na koniach, sznur czołgów niemieckich. Polskiej szkoły już nie ma, nie można nawet mówić po polsku. Ważą się losy matki, która pochodzi z rodziny powstańczej i nie zna ani słowa po niemiecku. Sytuację ratuje ojciec, który chodził do szkoły niemieckiej przez 3 lata, zanim przyszła Polska. Niemcy uznają, że rodzinę można zgermanizować, a dzieci pozytywnie przechodzą badania rasowe.

Okupacja:

Lata okupacji to bieda, kartki praktycznie na wszystko. Niemcy skrupulatnie odliczają kontyngenty. Na jakiś czas dostają do pomocy jeńca radzieckiego Memnona Gorasiwo. Memnon jedzie po węgiel furmanką i wraca zmieniony na twarzy. Owies dla koni dał na kopalni wygłodniałym jeńcom radzieckim. Następnym razem jedzie zaopatrzony w pajdy chleba. Helena jeździ pociągiem do Żor, do Bielska. Dziewczynka, która jedzie odwiedzić ciocię nie wzbudza podejrzeń. Na stacji kolejowej zdejmuje chustkę z głowy, zostawia koszyk w umówionym miejscu. Pod jedzeniem „dla cioci” jest zawsze mundur policjanta niemieckiego. Wujek krawiec szyje dla Niemców, a z resztek materiału – dla partyzantów.

Kiedy do Jastrzębia wchodzą Rosjanie, rodzina wychodzi z piwnicy. Ustawiają się pod murem, a oficer pyta Memnona – Jacy byli dla Ciebie?

Dobrzy, bardzo dobrzy – odpowiada Memnon. Pani Helena martwi się, że już nigdy więcej nie mieli od niego żadnej wiadomości.

Po wojnie:

Do Jastrzębia przyjeżdżają ludzie za pracą, czekają na mieszkanie. Pani Helena przyjmuje lokatorów, pomaga im, zaprzyjaźnia się z całymi rodzinami. Ale słyszy też: Wy niemieckie świnie! (Tam w Polsce nie wiedzieli, że na Śląsku zawsze było inaczej – komentuje pani Helena). Na jeden z grobów na cmentarzu przyjeżdża często starsza kobieta z wnuczką, kobieta bardzo płacze. To matka sapera Zioły, który zginął odminowując Jastrzębie. Jego żona nie żyje. Pani Helena zaprasza ich do siebie, bo przyjechały „z daleka”. Bardzo im współczuje.

To tylko tyle, kilka wspomnień. Stare zdjęcia rodzinne, piękny stuletni krucyfiks, który ocalał gdy spadła bomba. Niezwykłe spotkanie. Opowieść o prostych ludziach, którzy przeszli przez kataklizmy dziejowe z podniesionym czołem.

Inf. nad. ZS 2