Między ciszą a kliszą

W klimacie jesiennych rozważań odbędzie się spotkanie w Kawiarence „Pod Sową” z poetą Grzegorzem Tokarczykiem i fotografem Maciejem Piekarskim.

Spotkanie zaplanowano 17 listopada na godzinę 17.00.

Grzegorz Tokarczyk – dwukrotny laureat trzeciego miejsca za opowiadania Przy drodze oraz Słowik w przeglądach, które miały miejsce w Jastrzębiu-Zdroju w latach 1995-2000. W tym czasie był również związany z grupą muzyczną Becoming, co niestety odwiodło go na długie lata od pisania. Ponowną przygodę z piórem rozpoczął w 2013 roku, skupiając się na tworzeniu krótkich form literackich w klimacie poetyckim.

O sobie mówi:

„Każdy dzień, każda chwila potrafi zaskakiwać zarówno pozytywnymi jak i negatywnymi stronami naszej egzystencji, a wszystko co robimy mogę porównać do małych kroków przybliżających nas do celu jakim jest wewnętrzne spełnienie. Tym sposobem cały czas wędrujemy zarówno poprzez miejsca, jak i sytuacje wzbogacając nasze doświadczenie życiowe. Wędrówka, której doświadczam osobiście, jest odkrywaniem nowych obszarów własnej duszy oraz miejsc i okoliczności wpływających na mój sposób postrzegania świata.

Z własnych obserwacji mogę tylko dodać, że złożona problematyka świata cywilizowanego zazwyczaj znajduje rozwiązanie w otwartości, przystępności oraz prostocie świata naturalnego, dlatego też za najważniejsze życiowe założenie uważam utrzymanie równowagi pomiędzy zadyszką cywilizacyjną, a uduchowionym wytchnieniem na łonie natury choćby w najprostszej formie jaką są krajoznawcze wyprawy. Utrzymanie zasady złotego środka wnosi do mojego życia inspirację zarówno w obszarze kultury jak i natury pozwalając cieszyć się nowymi perspektywami spojrzenia na pozornie znane oblicza świata.

Refleksje o tu i teraz zawarłem w tomiku poetyckim „Literackie komunikaty o trwaniu rzeczywistości”.”

Maciej Piekarski – jego przygoda z fotografią to pewnego rodzaju gradacja. Najpierw zdjęcia robione komórką, potem pierwsza upragniona lustrzanka cyfrowa. Zaczął utrwalać rzeczywistość, ale nie jej przypadkowe elementy, tylko określone kadry. Teraz jego ulubionym aparatem jest stara analogowa Zenza Bronica SQ-A. Można powiedzieć, że stał się takim archeologiem fotografii.

O swoje pasji mówi skromnie, jednak z ogromnym sercem i przejęciem:

„Zawsze interesowały mnie wszelkie urządzenia techniczne, ich budowa i sposób działania. Kiedyś z ciekawości rozebrałem na drobne części rosyjskiego Zenitha, którym moja mama dawno temu robiła zdjęcia.

Zaintrygowało mnie, jak kiedyś one powstawały. To był mój pierwszy krok do poznania technologii fotografii analogowej, resztę informacji o sposobie wywoływania zdjęć znalazłem w Internecie i książkach. Klisze wywołuję sam, a potem skanuję je do komputera. A tak na marginesie- Zenitha nie udało mi się już nigdy złożyć.”