Punkt Jastrzębskiego Węgla w Bełchatowie

W siatkarskim „klasyku” pomiędzy Jastrzębskim Węglem a Skrą Bełchatów rozegranym w hali Energia w Bełchatowie, czołowe drużyny PlusLigi walczyły w pięciosetowym pojedynku.

Za sprawą znakomitych zagrywek Macieja Muzaja (dwa asy z rzędu) objęliśmy prowadzenie 4:2. Dwupunktową przewagę utrzymaliśmy do stanu 10:8. Później jednak potężnym serwisem dał nam się we znaki Srecko Lisinac i to nasi przeciwnicy zyskali minimalną przewagę (11:10). Nasz zespół odzyskał prowadzenie za sprawą znakomicie usposobionego w polu serwisowym Muzaja (kolejny as i 13:12). W następnej akcji Wlazły wyraźnie przestrzelił w ataku, a to skłoniło szkoleniowca PGE Skry do wzięcia przerwy na żądanie. Po pauzie kapitan gospodarzy pomylił się raz jeszcze w kontrze (12:15)! Brązowi medaliści z poprzedniego sezonu łatwo jednak nie odpuścili i ponownie doprowadzili do wyrównania, a następnie wyszli na prowadzenie (19:18). Zawdzięczają to dobrej grze blokiem. As Jasona De Rocco odwrócił wynik na naszą korzyść (20:19). W kolejnym fragmencie seta na placu gry trwała zażarta walka o każdy punkt. Przy prowadzeniu JW 23:22 Philippe Blain wziął czas, po którym Skra wyrównała stan seta. Następnie przy serwisie Bartosza Kurka Wlazły pewnie zwieńczył kontrę, a to dało rywalom pierwsze setbole (24:23). Tym razem to Mark Lebedew wziął czas, po którym Kurek pomylił się na zagrywce. Skra miała dwie szanse na skończenie seta, ale to Pomarańczowi wyszli górą w premierowej partii. W ostatniej akcji seta De Rocco zatrzymał na siatce kapitana Skry.

Początek drugiej partii to dominacja gospodarzy, którzy „ustawili” sobie grę dzięki świetnej zagrywce Wlazłego (8:3). Nasi siatkarze trochę się otrząsnęli (8:5), ale wkrótce z przodu znowu byli podopieczni trenera Blaina, którzy pokazywali swą wyższość w bloku (12:6). Pomarańczowi zaczęli mieć poważne kłopoty w przyjęciu, a to sprawiało, że coraz ciężej było im się przebić przez szczelny bełchatowski blok. Przy stanie 15:8 trener Lebedew dał szansę gry Marcinowi Ernastowiczowi oraz Marcinowi Bachmatiukowi. Wynik 18:10 był równoznaczny z wejściem na plac gry również Radosława Gila. W kolejnej akcji Salvador Hidalgo Oliva popisał się asem serwisowym. Niebawem szkoleniowiec JW dał odpocząć także i Muzajowi. Zmiennicy dążyli do tego, by odwrócić losy seta, ale dystans punktowy do Skry był zbyt duży. W ostatniej akcji drugiej partii Nikolay Penczev zmieścił się z atakiem w boisku (25:17).

Po 10-minutowej przerwie nasi siatkarze weszli na plac gry dobrze usposobieni (3:1). Dwupunktowy dystans na naszą korzyść utrzymał się do stanu 7:5. Bełchatowianie cały czas próbowali napierać, ale Pomarańczowi potrafili odpowiadać na ich ciosy. W tej części meczu największy kłopot mieliśmy z zatrzymaniem Bartosza Kurka. Błąd w ataku Muzaja pozwolił naszym rywalom wyrównać stan seta. W tym fragmencie spotkania oba zespołu psuły ogromną liczbę zagrywek. Dwie akcje Jasona De Rocco (udany atak po bloku i as serwisowy) umożliwiły naszej drużynie odskok na dwa punkty (15:13). PGE Skra wyrównała stan seta za sprawą punktowej zagrywki Karola Kłosa (18:18). Na szczęście później w pole serwisowe powędrował Lukas Kampa i przy jego serwisie ponownie odbudowaliśmy przewagę (22:20). Po czasie wziętym przez szkoleniowca Skry Lisinac trafił w boisko. Na ten cios skutecznie odpowiedział De Rocco (23:21). Przy stanie 24:22 zyskaliśmy pierwsze piłki setowe. Raz nasi przeciwnicy zdołali się wybronić, ale w kolejnej akcji Wlazły popsuł zagrywkę. A to oznaczała nasze prowadzenie w meczu 2:1.

Początek czwartej partii to ostra walka punkt za punkt. W naszych szeregach przytomnie w ataku i bloku zachowywali się De Rocco oraz Damian Boruch. Kiedy tylko po naszej stronie pojawiło się lekkie zachwianie w przyjęciu, bełchatowianie momentalnie odskoczyli na dwa „oczka” (7:5). Natomiast gdy w polu serwisowym gospodarzy zameldował się Wlazły, na tablicy świetlnej pojawił się rezultat 12:8. Nie pomogła nawet przerwa na żądanie naszego trenera, bo po niej kapitan Skry zaserwował tak, że piłka prześlizgnęła się po taśmie i zupełnie zmyliła naszych przyjmujących. W zespole gości brylował w ofensywie Kurek (17:11). Podobnie jak w drugim secie Mark Lebedew wpuścił na boisko zmienników, ale rozpędzonych bełchatowian nie dało się zatrzymać. A to oznaczało konieczność rozgrywania tie-break’a w Bełchatowie.

Decydująca część meczu rozpoczęła się od punktu dla Skry. Za moment jednak Muzaj popisał się fantastycznym blokiem na Kurku (2:1). Po udanej kontrze De Rocco wyszliśmy na prowadzenie 5:4, ale za moment Kanadyjczyk musiał atakować w trudnej sytuacji i został zablokowany. To zaś było równoznaczne z wynikiem 6:5 dla żółto-czarnych. Zespoły zmieniły się stronami boiska przy minimalnej przewadze Skry. Kiedy w kolejnej akcji popełniliśmy błąd dotknięcia siatki (7:9), trener Lebedew wziął przerwę na żądanie. Po pauzie De Rocco przestrzelił w ataku. Wkrótce potem szkoleniowiec JW raz jeszcze poprosił o czas, bo na tablicy widniał już rezultat 11:7. Zespół gospodarzy napędzał Wlazły. Pomarańczowi próbowali jeszcze dopaść rywali, ale bezskutecznie. Emocjonujący mecz zamknęła skuteczna akcja Kłosa.

MVP: Bartosz Kurek.

PGE Skra Bełchatów – Jastrzębski Węgiel 3:2 (25:27, 25:17, 23:25, 25:15, 15:10)

PGE Skra Bełchatów: Wlazły, Uriarte, Lisinac, Kłos, Kurek, Penczev, Piechocki (libero)

Jastrzębski Węgiel: Muzaj, Kampa, Boruch, Kosok, Oliva, De Rocco, Popiwczak (libero) oraz Strzeżek, Ernastowicz, Bachmatiuk, Gil

 

fot. arch. Piotr Kędzierski/inf. Jastrzębski Węgiel