Dla mieszkańca

Wielkanoc bez „wydziwiatych” składników

O tradycjach wielkanocnych – również tych kulinarnych – rozmawiamy z Anną Lerch-Wójcik, etnografką, autorką książki „Pełny bonclok. Tradycje kulinarne w podmiejskich dzielnicach Jastrzębia-Zdroju”.

Anna Lerch-Wójcik - portret

fot. Marcin Wójcik

To nie będą zwyczajne święta....

Z pewnością. Święta na ogół obchodzimy bardzo rodzinnie, wręcz hucznie. W tym roku będzie inaczej. Liczę jednak, że nawet w wąskim gronie rodzinnym, wszyscy spędzimy je zdrowo i radośnie. Pomimo wszystko.

Jak zmienią się wielkanocne tradycje w tym roku?

Przede wszystkim, nie powinniśmy się teraz odwiedzać. Kiedyś wierzono, że woda ma moc oczyszczającą – o świcie w Wielki Piątek, w odświętnych strojach wchodzono do rzeki i na znak oczyszczenia obmywano dłonie, stopy i twarz. Zgodnie z innym zwyczajem, grupy chłopaków zawsze chodziły po domach, żeby w Śmigusa-dyngusa, polewać dziewczyny wodą. W tym roku powinniśmy zawiesić ten zwyczaj. Najwyżej możemy polać się wodą w najbliższej rodzinie, być może da się to zrobić w jakiś sposób wirtualnie...

A czy w Jastrzębiu-Zdroju mamy jakieś własne, charakterystyczne tradycje wielkanocne?

W naszym mieście nie mamy zbyt odrębnych zwyczajów, jednak jest kilka ciekawostek. Choć należę do kościoła ewangelickiego, gdzie nie ma tej tradycji, to wydawało mi się, że w Wielką Sobotę zawsze chodziło się ze święconką. Jak się jednak okazuje, zwyczaj ten zadomowił się tutaj dopiero w latach 60-tych, 70-tych XX wieku, wraz z napływem ludności ze wszystkich zakątków kraju. Wcześniej tego nie znano. Ciekawa jest też sprawa z pisankami, które w kulturze tradycyjnej były ofiarowywane przez panny w zamian za polanie wodą w Śmigus-dyngus. Ich kolor miał duże znaczenie: jeśli panna podarowała zielone jajko, oznaczało to nadzieję, a żółte odmowę. Czerwone dostawał wybranek serca, ciemne jajka natomiast były uznawane za niezwykle elegancki przedmiot. Warto też zaznaczyć, że współcześnie pisanki robi się z wydmuszek – co jest z kulturoznawczego punktu widzenia bezsensowne. Jajka są symbolem nowego życia, wykorzystywano je więc w całości. Pusta skorupka już takim symbolem na pewno nie jest.

A co gościło na wielkanocnych stołach?

Tradycyjna kuchnia zawsze była skromna, jednostajna. Wielkanoc poprzedzał okres Wielkiego Postu, kiedy mięso, cukier czy miód znikały ze stołów. Wszyscy wyczekiwali na dania świateczne – przygotowywane z naprawdę najlepszych produktów. Musimy pamiętać, że te tradycyjne gospodarstwa były samowystarczalne. Większość składników pochodziła z własnych upraw i hodowli. Zakupy takich rzeczy, jak kawa czy cukier odbywała się w sklepach kolonialnych. Również teraz łatwo przygotować więc tradycyjne potrawy bez „wydziwiatych” składników, za którymi trzeba chodzić po sklepach czy stać w kolejkach.

Jakie to potrawy?

Święta wielkanocne są ściśle związane ze spożywaniem jajek. Najprostsza wersja to jajka z chrzanem. Oprócz tego smażonka ze szpyrkami i ze sznytlochym, czyli jajecznica z podwędzanym boczkiem i szczypiorkiem. To danie nie jest znane we wszystkich domach, ale w rodzinach ewangelickich na śniadanie wielkanocne spożywa się je obowiązkowo. Tradycyjną potrawą jest również żur. Na śląsku często jedzono go nawet przez cały dzień: na śniadanie, obiad i kolację. Wszyscy apelują o to, by jeść dużo kiszonek i budować odporność. Tu żur jest idealny. Również po świętach można również wrócić do tradycji i przygotować wodzionkę – zamiast wyrzucać chleb, który zostanie po Wielkanocy, wykorzystajmy go do przygotowania zupy z dodatkiem czosnku.

Jest jeszcze jeden bardzo ciekawy przepis, który wypróbowałam sama dopiero w zeszłym roku – na święcelnik, zwany również szołdrą. To ciasto drożdżowe, w które zawinięty jest kawałek białej kiełbasy, surowej kiełbasy i jakiejś wędzonki. Wypieka się go w keksówce ,a potem kroi w cienkie sznitki. Tego przepisu nie ma w mojej książce, ale można go znaleźć na stronie internetowej „Boncloka”. Danie to pochodzi z bardzo wąsko zakrojonego obszaru: Połomii, Mszany i Gogołowej, ale znany jest też w naszych sołectwach.

A co na deser?

Święta kojarzą się też z babką drożdżową (na śląsku zwaną babuszką) albo ucieraną. Tu polecam przepis na zistę wielkanocną – to prosta ucierana babka z mąki, masła, cukru, jajek i skórki cytrynowej.

Czy masz jakiś przepis na to, jak przetrwać izolację społeczną i nie zwariować?

Przez to, że mam teraz mnóstwo czasu, dużo gotuję. Wracam do przepisów z „Boncloka...”. Przed świętami zawsze farbuję jajka, a mając więcej czasu, w tym roku wykorzystuję naturalne, tradycyjne metody. Będę też wyplatać wianki z wierzby – instrukcję znalazłam w internecie. Na pewno nie będę siedzieć przed telewizorem. Jest mnóstwo zajęć, które są idealne na ten czas: można nadrobić zaległości książkowe, można komunikować się zdalnie z rodziną... Planuję również wykorzystać czas na dalsze poszukiwanie ciekawych przepisów i tradycji. Tu niezwykle przydatnym narzędziem jest internet. Poprzez stronę „Boncloka” (www.bonclok.pl) odzywają się do mnie wnuki, które przekazują mi informacje od swoich babć i dziadków. Nawet w takiej formie można zdobywać wiedzę, która już za 10-15 lat będzie niedostępna. Ta przymusowa izolacja czas, którego nie chcę zmarnować – mam za dużo ciekawszych zadań.

Polecamy