W sobotę, 26 września, mistrz olimpijski wrócił do wydarzeń sprzed ponad pięciu dekad. Opowiadał o pierwszych treningach, drodze do reprezentacji Polski oraz emocjach towarzyszących startowi w Sapporo w 1972 roku. Były też anegdoty i historie z początków jego sportowej kariery.
Wszystko zaczęło się w 1962 roku, gdzie na Ciągłówce mieliśmy usypane górki ze śniegu i jako młody chłopak zaraz po szkole rzucało się teczkę i pierwszą rzeczą, to były skoki narciarskie
– wspominał Wojciech Fortuna
Z czasem pierwsze próby przerodziły się w regularne treningi, a młody zawodnik rozpoczął przygotowania w klubie. Ważnym momentem były pierwsze profesjonalne narty.
Któregoś dnia trener Gąsiorowski podszedł do nas i mówi: chłopcy, jak chcecie mieć prawdziwe skokówki, narty, to deklaracje wam daję, żeby rodzice podpisali zgodę i jutro się spotykamy pod klubem Wisła Gwardia Zakopane, ulica Jagiellońska. No i tak się też stało
– opowiadał mistrz olimpijski
Podczas rozmowy nie mogło zabraknąć historii pamiętnego konkursu w Sapporo. Fortuna wrócił między innymi do rozmowy z trenerem dotyczącej granicy 100 metrów. Zapytany, czy jest w stanie skoczyć tak daleko, miał odpowiedzieć: „100 metrów? To będzie mało”.
Uczestnicy spotkania pytali o szczegóły olimpijskiego startu, emocje towarzyszące zawodnikowi przed skokiem i po jego zakończeniu, a także o powrót do Polski ze złotym medalem. Fortuna opowiadał również o swojej karierze i zmianach, jakie na przestrzeni lat zaszły w sporcie zawodowym.
Nie zabrakło pytań o współczesne skoki narciarskie. Publiczność chciała wiedzieć także, którym z obecnych zawodników Fortuna szczególnie kibicuje.
Rozmowa w Domu Zdrojowym była okazją do poznania historii jednego z najważniejszych sukcesów polskiego sportu z perspektywy człowieka, który sam ją tworzył.