Katastrofy, ataki i klęski - są tym, co sprawia, że pomoc humanitarna na całym świecie jest stale potrzebna. W wielu miejcach żyją jednak ludzie, którzy cierpią także dlatego, że państwo w którym mieszkają nie potrafi o nich zadbać.
Na szczęście nie brakuje ludzi dobrej woli – także w naszym mieście. Jastrzębianka, Danuta Abalo, na misji spędziła prawie 2 lata. Wyjechała najpierw do Kenii, a następnie do Ugandy. Czy się bała? Bali się jej bliscy. – To naturalne, że boimy się tego, czego nie znamy – zauważa. W takiej decyzji pomaga otwartość na to, co inne.
O formie pomocy zdecydowała jej profesja, fizjoterapia.
– Myślę, że to nie był impuls, a raczej powolne dojrzewanie do decyzji. Często jeździłam na spotkania grupy Świeckich Misjonarzy Kombonianow.
– mówi Danuta.
Wyjechała tam, gdzie jej potrzebowano – czyli do wioski Matany, gdzie Kombonianie prowadzą szpital, w którym nie było dotychczas fizjoterapeuty. To mała wioska na północy Ugandy, położona daleko od stolicy kraju. Zamieszkuje ją pasterskie plemię Karimojong. Ze względu na trudne warunki pogodowe i częste susze ludzie często cierpią głód. Szkoły są płatne, a dostęp do opieki zdrowotnej utrudniony, stąd wsparcie w postaci prowadzonego przez misjonarzy szpitala. Na koncie mają też inne formy pomocy: aktywizacja lokalnej społeczności, programy dla kobiet, uzdolnionej młodzieży, wydawanie posiłków w przedszkolu. – W domu dzieci nie zawsze mogły liczyć na coś do jedzenia. – wspomina.
- Mój dzień na misji spędzałam prawie w całości w szpitalu, oprócz przerwy na obiad. W weekendy starałam się angażować w parafii. Doświadczenie misji pokazało mi, że świat jest bogaty w różnych ludzi, kultury, miejsca. To jest niezwykłe jak nasza różnorodność jest piękna.
– podkreśla Danuta.
Tak samo piękna jest chęć niesienia pomocy innym.