Dla mieszkańca

Z Jastrzębia-Zdroju do Los Angeles

Young Artist Awards to odpowiednik Oscara dla najmłodszych aktorów. Ta prestiżowa nagroda jest przyznawana od blisko 40 lat.

W przeszłości nominacje lub nagrody Young Artist Awards otrzymali m.in.: Leonardo DiCaprio, Natalie Portman, Drew Barrymore czy Winona Ryder. Dlaczego o tym piszemy?

Ponieważ 14 lipca w Los Angeles znowu wręczono te nagrody. A jej laureatem został 8-letni Jonah Paull za rolę w filmie „Last Day od Summer” w reżyserii jastrzębianki, Aleksandry Czenczek.

„Last Day of Summer”  opowiada historię 80-letniej, cierpiącej na demencję Grace, która ucieka z domu opieki. Kiedy spotyka 6-letniego Joe nawiązuje się między nimi nić przyjaźni. Podczas kłótni rodziców chłopca, Joe i Grace zamykają się w samochodzie i odmawiają wyjścia. Skąd jastrzębianka wzięła pomysł na taki właśnie scenariusz?

Pomysł na Last Day of Summer zrodził się podczas mojego wolontariatu w domu starców, do którego jeździłam przez rok, co jakieś dwa tygodnie, żeby spędzać tam niedzielne popołudnie z mieszkańcami. Robiłam im herbatę, rozmawiałam, słuchałam... to był wolontariat dla organizacji charytatywnej i na poczatku to miała być też inspiracja do dłuższego projektu filmowego, ale potem razem z moimi producentkami, Adrianą Kulig i Caroline Richardson, postanowiłyśmy zrobić krótki film. Wtedy napisałam właśnie tę historię o starszej kobiecie chorej na demencję, która ucieka z domu starców i niezauważona przez nikogo, na plaży zaprzyjaźnia się z małym chłopcem. W tym domu opieki, do którego jeździłam, musiałam skonfrontować się z ludźmi chorymi na demencję, ze śmiercią, z samotnością i to były dla mnie bardzo silne emocje, które jakoś w tym filmie udało mi się przetworzyć i mam nadzieję, że stworzyłam autentyczną postać

- wyjaśnia Aleksandra Czenczek.

Pomysł to podstawa, ale trzeba go odpowiednio dopracować. Reżyserka i scenarzystka nie ukrywa, że czasami podczas realizacji filmu zdarzały się trudniejsze momenty.

- Last Day of Summer od początku był zamierzony jako film bardzo niskobudżetowy i musieliśmy pójść na wiele kompromisów, żeby zmieścić się w czasie i w budżecie. Film kręcony był na wybrzeżu w West Kirby na północy Anglii, gdzie są przypływy i odpływy, więc morze nigdy nie wygląda tak samo i jest trudno utrzymać kontynuację w obrazie. Mieliśmy zaplanowane trzy dni zdjęciowe i niestety każdego dnia była inna pogoda, w pierwszy dzień słońce, a potem deszcz i silny wiatr. To było trudne zadanie, bo akcja filmu dzieje się w ciągu jednego dnia, więc musieliśmy przeczekiwać deszcz i potem trochę podkręcać kolory w post-produkcji. Ogólnie łatwo nie było, bo pracowałam z 7-letnim dzieckiem, 80-letnią aktorką Patricią Loveland, a na dodatek w historii pojawia się też pies, którego musiałam wyreżyserować... Poza tym część akcji dzieje się w samochodzie, gdzie zmieścili się tylko aktorzy, a ja byłam schowana za tylnym siedzeniem, żeby kontrolować akcję i ich reżyserować. Nawet operatorki nie było w samochodzie, tylko zamontowana kamera i monitor. Na dodatek po pierwszym dniu zepsuła nam się główna kamera, ale na szczęście mieliśmy zapasową. Więc ogólnie nie ułatwiliśmy sobie życia, ale wszystko pomyślnie się skończyło i daliśmy radę. Bardzo pomogli nam lokalni ludzie i ekipa też była super przygotowana na każdą okoliczność, szczególnie moja producentka Adriana Kulig, która rozwiązywała każdy problem. Adriana żartuje czasem, że to był ostatni film, który kręciła w Anglii w plenerze bez zapasowego dnia na zdjęcia, następny film będzie w studio

– wspomina Aleksandra.

Zastanawiające jest skąd taki właśnie pomysł na życie. Dlaczego młoda dziewczyna postawiła właśnie na ciężki kawałek chleba, jakim niewatpliwie jest branża filmowa? Okazuje się, że idea taka zaczęła się kształtować już w szkole średniej.

- Zawsze lubiłam pisać, już jako dziecko pisałam jakieś wiersze, opowiadania, artykuły, szkolne reportaże... wróżono mi karierę dziennikarską, ale już w szkole średniej myślałam o reżyserii. Tylko bardzo niewiele wtedy wiedziałam o filmie, więc dopiero jak zaczęłam studia w Warszawie i zapisałam się do amatorskiego klubu filmowego, zaczęłam odkrywać, że potrafię robić całkiem niezłe zdjęcia (tak mi przynajmniej powiedziano) i zaczęłam eksplorować opowiadanie obrazem. Potem wyjechałam na stypendium do Francji, gdzie skończyłam studia filmowe i zrobiłam kilka eksperymentalnych, bardzo niewielkich filmów. Ale tak naprawdę w Anglii dopiero zaczęłam pracować z profesjonalnymi aktorami i nauczyłam się pisania scenariuszy. To była taka kilkuletnia droga, żeby przekonać się, co mnie tak naprawdę napędza do robienia filmów. Tak naprawdę sporo czasu mi zajęło, żeby w siebie uwierzyć jako w scenarzystkę, bo te scenariusze z pierwszych  kilku lat pisania nadawały się przeważnie do kosza... zresztą podobnie z filmami, trochę trzeba ich zrobić, żeby znaleźć swój styl jako twórcy...

- opowiada o swoich początkach uzdolniona jastrzebianka.

Uzdolniona i skromna, ponieważ jak mówi Aleksandra Czenczek, nawet nie miała pojęcia o istnieniu takiej nagrody jak Young Artist Awards, gdyż podczas kręcenia w ogóle nie myśli o nagrodach.

- Tak naprawdę do czasu nominacji Jonaha przez Young Artist Academy nawet nie wiedzieliśmy, że taka nagroda instnieje... to jego mama zgłosiła nasz film do akademii i wspomniała nam o tym, ale dopiero gdy Jonah został nominowany razem z moją producentką dowiedziałyśmy się dokładnie, co to za nagroda. Kiedy kręci się filmy, nie myśli się  nagrodach, bo najpierw trzeba włożyć dużo wysiłku, żeby w ogóle zrobić dobry film. Dopiero potem film zaczyna żyć swoim życiem i jak zdobywa nagrody, to jest to super motywujące. Ta nagroda była akurat dla nas dużym zaskoczeniem, bo szczerze nie mierzyliśmy tak wysoko

– skromnie wyznaje Aleksandra Czenczek.

Wiadomo, że każdy z nas ma jakieś marzenia. W przypadku Oli nie jest inaczej.

- Moje największe marzenie zawodowe to móc tworzyć kolejne filmy i nie martwić się o zdobywanie na nie budżetu... ale z tym chyba nawet najwięksi twórcy muszą się zmagać. A jeśli sięgamy tak wysoko, to jest też kilku świetnych aktorów, których bardzo cenię i z którymi kiedyś chciałabym współpracować, na przykład Isabelle Anne Huppert, Mads Mikkelsen, Michael Fassbender...

- wymienia Ola.

Pozostaje nam tylko trzymać kciuki za ich spełnienie.


Pozostałe aktualności

Wszystkie aktualności