Pamiętasz moment, w którym dowiedziałaś się, że Rosja zaatakowała Ukrainę?
Nie dowierzałam. Nigdy nie wyobrażałabym sobie, że coś takiego wydarzy się w naszych czasach. Jestem pasjonatką historii II wojny światowej. Znam ją z filmów i książek. Kiedy spędziłam półtora dnia na granicy polsko-ukraińskiej miałam wrażenie, że widzę te same obrazy.
Pomyślałabyś wtedy, że skutki tej wojny będą odczuwalne nawet w Jastrzębiu?
Oczywiście pomyślałam o tym, że ludzie będą uciekać. Nie spodziewałam się jednak, że aż tyle osób przyjedzie do Jastrzębia. Wiemy, że w tym momencie to około 600 osób. Jeszcze nie wszyscy są zarejestrowani, nie wszystkie wywiady zostały jeszcze zrobione. Pracownicy OPS-u działają, to dla nich też wyjątkowa sytuacja. Nie zapominajmy, że wciąż działają przede wszystkim dla naszych mieszkańców. Mają naprawdę dużo pracy.
Jak wyglądał sam początek waszych działań? Wybuchła wojna i w tym samym momencie pomyślałaś, że trzeba wziąć się do roboty?
To było bardzo spontaniczne. Od razu zaczęły się rozmowy między aktywistkami z regionu. To był moment. Stworzyliśmy bazę noclegową przy pomocy wodzisławskich i jastrzębskich nauczycieli. W naszej bazie znalazło się ponad 500 osób, wiemy, że na ten moment 200 z nich udzieliło pomocy Ukraińcom.
Po utworzeniu bazy noclegowej, na czym w tym momencie polega wasza praca?
Głównie na ciągłym zbieraniu, magazynowaniu i pakowaniu żywności, chemii, artykułów szkolnych i zabawek. Do tego dochodzą transporty i nierzadko doraźnie inna pomoc.
Jak wygląda wasza współpraca z OPS-em?
Uzupełniamy się, ściśle współpracujemy z panią dyrektor. Dostajemy z Ośrodka Pomocy Społecznej listę rodzin wraz z opisem ich potrzeb i wiekiem. Przygotowujemy dla nich paczki a pracownicy socjalni odbierają je od nas i dostarczają potrzebującym.
Kiedy dzwoni i o coś prosi, nasi wolontariusze od raz jadą i pomagają. Magazynujemy dary i przygotowujemy paczki dla tych, których wskaże OPS. Nie chcielibyśmy robić tego na własną rękę, to prowadzi do chaosu. Myślę że w ten sposób najbardziej możemy pomóc, Ośrodek zna te osoby, ich sytuację materialną, niektórzy potrzebują mniej, inni więcej. Jesteśmy dla nich.
Macie tu bardzo duże zapasy.
Udało nam się pozyskać pomoc nawet z Niemiec. Jedna firma, która chce pozostać anonimowa, przekazała nam tonę żywności i produktów medycznych. Pojechały one bezpośrednio na Ukrainę. W zbiórkę zaangażowały się też szkoła Weser-Kolleg z Minden, sklep Edeka Kirschke z Luebbecke oraz tamtejsza Polonia i Niemcy z miast Minden, Lübbecke, Bielefeld koło Hannoveru. W niedzielę 13.03 odebraliśmy kolejny transport z Niemiec – tym razem z Espelkamp – firma Suppenprinz wysłała do nas kilkaset kilogramów jedzenia i środków higieny osobistej. Firma Protect Arbeitsschutz GmbH & Co KG przekazała nam pieniążki na zakup najpotrzebniejszych produktów. W kwietniu jedziemy po kolejne dwa transporty do firm Suppenprinz z Espelkamp i Edeka Kirschke z Lubbecke, które zdecydowały się nas regularnie wspierać. Na chwilę obecną w Niemczech sytuacja nie jest tak poważna jak w Polsce, dlatego zdecydowali się nam dalej pomagać. Nadal jednakże większość darów dostajemy od mieszkańców Jastrzębia.
Jastrzębianie rzucili się na pomoc...
Tak. Mniej więcej połowa uchodźców w naszym mieście to ludzie bezpośrednio przywiezieni przez mieszkańców. Nie wpisywali się nawet do baz noclegowych, po prostu sami bezpośrednio pojechali na pomoc. Choć to odruch serca i ogromna pomoc, raczej odradzamy takie działanie na własną rękę. Teraz to bywa większą przeszkodą niż pomocą. Lepiej, gdy wszystko jest koordynowane przez wojewodę.
Co, w sytuacji gdy wielu uchodźców jest już w naszym mieście, jest twoim zdaniem teraz najważniejsze?
Integracja. Spojrzenie długofalowe. Nasza pomoc musi być długofalowa, ci ludzie chcą pracować, ich dzieci pójdą do przedszkoli i szkół. Ponad 90 procent z nich od razu deklaruje chęć podjęcia pracy. Chcą wrócić na Ukrainę, ale dopóki nie będzie to możliwe chcą się zaangażować tu. Musimy im to umożliwić.
Czy da się emocjonalnie odciąć od tych ciężkich historii mając z nimi na co dzień do czynienia?
Kiedy skupiam się na pracy, umiem oddzielić emocje od działania. Telefon dzwoni non stop. Koordynowaliśmy transporty od pierwszych dni wojny. Nie ma czasu na emocje. W wolnych chwilach oczywiście się pojawiają, ale musimy odpoczywać by móc działać dalej. Jeśli chcemy skutecznie pomagać, musimy kierować się rozsądkiem. Emocje nie są dobrym doradcą.