Rozmawiamy z Iwoną Jaszke, pracownicą jastrzębskiego schroniska.
Jak wygląda zima w schronisku?
– Radzimy sobie, ale ta pora roku zawsze jest najcięższa. Większość psów mieszka w tej chwili w specjalnie skonstruowanych boksach. Połowa takiego boksu zakryta jest dachem, a wewnątrz niego dodatkowo są budy – dzięki temu w środku jest ciepło, nie wieje wiatr. W ciągu dnia psy na ogół i tak biegają w tej zewnętrznej części, ale mają też możliwość schowania się. Psy na kwarantannie przebywają wewnątrz budynku. Najzimniej jest w boksach zewnętrznych, tam jest w tej chwili tylko kilka psiaków. Były czasy, kiedy mieliśmy po 100-120 psów. Wtedy było znacznie trudniej.
Dla jakich psów zima jest najbardziej dotkliwa?
– Zwłaszcza dla tych gładkowłosych i starszych. Oraz dla psów, które mieszkały wcześniej w domu. Teraz mamy na przykład takiego fajnego, domowego amstaffa, jest fantastyczny do ludzi. Niestety, musieliśmy go ulokować w zewnętrznym kojcu. To nie są dla niego dobre warunki. Nawet najlepsze schronisko nie jest w stanie ich zapewnić.
Z jakimi jeszcze problemami musicie się mierzyć?
– Zima to też problem z opieką nad psami bardzo zaniedbanymi. Trafił do nas psiak, który ma całkowicie sfilcowaną sierść. Trzeba byłoby go ogolić, doprowadzić tę sierść do porządku. Teraz jednak tego zrobić nie możemy, bo, po prostu, będzie marzł. Będzie musiał tak poczekać do wiosny.
Czy takie dramatyczne sytuacje zdarzają się często?
– Zdarza się, że z peryferii wciąż przyjeżdżają do nas psy z łańcuchami, z uprzężami, niemal jak dla konia. Na szczęście, coraz rzadziej. Ostatnio przyjechał do nas biedaczek z kawałkiem łańcucha na szyi, z sierścią w fatalnym stanie... Mam jednak wrażenie, że świadomość w naszym mieście wzrosła. Ludzie dbają o swoje psy. Zdarza się, że ktoś znajdzie psa i postanawia przechować go u siebie do czasu odnalezienia właścicieli, a do schroniska dzwoni tylko po to, żeby zostawić do siebie numer telefonu. Tym sposobem kilka psów odnalazło się, nie trafiając do schroniskowych boksów.
Czy w czasie mrozów zanotowaliście większą liczbę adopcji?
– Nie. W ubiegłym roku o tej porze było stosunkowo więcej adopcji. Na razie początek roku jest pod tym względem słabszy. Liczba adopcji zależy też od tego, jakie psy do nas trafiają. Jeśli przyjeżdżają młode, ładne psy, to chętnych jest więcej. Kiedy są to staruszki, to niestety, ludzie ich nie adoptują. Na szczęście, dzięki naszym wolontariuszom, w styczniu udało nam się część starszych, schorowanych psów przekazać do fundacji, w których będą miały niemal domowe warunki.
O jakie psy ludzie pytają?
– Najczęściej dzwonią do schroniska i pytają, czy jest jakiś młody psiak. Ludzie chcąc adoptować psy do bloku, stawiają wymagania: pies powinien umieć chodzić na smyczy, nie niszczyć w mieszkaniu. W schroniskowych warunkach trudno takie rzeczy sprawdzić.
Czy w tej chwili potrzebujecie np. koców do ogrzewania bud?
– Na przełomie roku trafiło do nas wiele rzeczy, które wykorzystujemy do ocieplania, zarówno od osób prywatnych, jak i ze zbiórek, które udało się zrobić naszej młodzieży. Za wszystkie jesteśmy bardzo wdzięczni. Psów mamy w tej chwili relatywnie mało, więc trochę czasu potrwa, zanim zużyjemy wszystko.
A czy do schroniska można przynieść np. karmę?
– Oczywiście. Jako że mamy mniej psiaków, prosimy, żeby kupować jej mniej, ale lepszej gatunkowo. Dzięki temu możemy te nasze staruszki nakarmić czymś bardziej wartościowym.
Jakie rady ma Pani dla właścicieli psów?
– Najważniejsze to ich odpowiednio pilnować. Czipowanie jest dobre, ale czip musi być zarejestrowany. Trafia do nas mnóstwo psów, które mają czipy, ale nie są do nich wprowadzone dane. To wyrzucanie pieniędzy. Cóż nam po tym, że poznamy imię psa, jak nie ma żadnego kontaktu do jego właścicieli? Już lepiej zainwestować w dobrą adresatkę lub wypisać numer markerem na obroży. Wtedy ten, kto psa znajdzie, może bezpośrednio skontaktować się z właścicielem.